Kazimierz M. Borkowski


Nauka a wiedza wedyjska

[Poniższy tekst był wydany w postaci broszurki oraz opublikowany, z pewnymi skrótami i poprawkami redakcyjnymi, w Nieznanym Świecie Nr 11/1995.]


Niebywałe w dziejach ludzkości osiągnięcia i przemożny wpływ na życie ludzi całego świata obdarzyły naukę ogromnym zaufaniem i respektem wszystkich środowisk. Równolegle z tymi procesami postępu nauki i techniki rośnie jakby skłonność do przeciwstawiania nauki religiom. Wynika to zarówno z tego, że niektórzy przedstawiciele świata nauki ferują opinie o jedynie słusznej naukowej drodze poznawania otaczającej rzeczywistości, jak i z upadku autorytetu kościołów, których reprezentanci zwalczając siebie nawzajem również roszczą sobie prawa do nieomylności i jedynie słusznej drogi. Oczywiście nie dotyczy to całych środowisk. W stosunku do uczonych o wspomnianych skrajnych postawach, możemy śmiało stwierdzić, że ich wpółczesna nauka zaczęła już pełnić rolę religii.

W tej sytuacji nie jest trudno o bałamucenie opinii publicznej. Cóż ma bowiem począć przeciętny „zjadacz chleba", który nie ma skłonności ani możliwości głębszego zapoznania się z nauką czy religiami. Musi on oczywiście polegać na opiniach tych, którzy wiedzą więcej. Problem stanowi jednak to, że tych „wszystkowiedzących" jest bez liku i przeczą oni sobie nawzajem. Jak zwykle w życiu, racja leży po obu stronach. Dużo możnaby na ten temat mówić, ale tutaj chciałbym podzilić się tylko kilkoma refleksjami z punktu widzenia reprezentanta nauk ścisłych, który przyjrzał się rzetelnie także drugiej stronie.

Problemy współczesnej nauki

Ogólnie mówiąc rozwój nauki zdaje się nie mieć końca. Obecnie mamy taką sytuację, że — obok starych nie rozwiązanych jeszcze problemów — niemal każde nowe odkrycie powoduje pojawienie się szeregu nowych zagadek. Otwieramy jedne drzwi i napotykamy na kilka innych zamkniętych!

Radioastronomowie obserwują kwazary odległe o miliardy lat świetlnych widząc je takimi, jakimi były przed miliardami lat. Jak wszechświat wygląda teraz? Niewiele dalej widać już tylko tło tzw.  promieniowania reliktowego (3 K) i jest to kraniec obserwowalnego wszechświata. Tło to, a pokrywa ono równomiernie całe niebo, wychodzi w istocie z jednego punktu (w którym zawarty jest cały wszechświat!) — obserwuje się w tym wypadku promieniowanie samego Wielkiego Wybuchu, który zapoczątkował ekspansję naszego wszechświata. Istnieją dość szczegółowe teorie wyjaśniające przebieg Wielkiego Wybuchu i późniejszą ewolucję wszechświata. Ale im dalej posuwamy się w przeszłość, tym więcej napotykamy problemów. Sprawa wydaje się całkowicie beznadziejna w bezpośrednim sąsiedztwie początku, wobec braku możliwości badania materii w tak ekstremalnych warunkach, jakie musiały panować u zarania Wielkiego Wybuchu.

Nierozwiązanych zagadek jest jednak więcej. Nie wiemy np. jak długo jeszcze będzie się rozszerzał nasz wszechświat i czy w ogóle kiedyś nastąpi kolaps, tj. ponowne zapadnięcie się całego wszechświata w jeden punkt. Nie znamy zbyt dobrze nawet prędkości ekspansji wszechświata: od wielu lat utrzymują się rozbieżności w granicach czynnika 2, ale istnieją też wcale nie tak odosobnione opinie, że ekspansji w ogóle nie ma, a obserwowane poczerwienienie linii widmowych (główny argument na korzyść ekspansji) nie jest spowodowane efektem Dopplera. Nie wiemy czym są obserwowane na co dzień kwazary, skąd mają tak olbrzymie ilości energii.

Spójrzmy na drugą skrajność — fizykę mikroświata. Trwa ciągły postęp w poznawaniu materii — od cząsteczek i atomów poprzez protony, neutrony, kwarki, elektrony i dziesiątki innych egzotycznych cząstek, tzw.  elementarnych. Wiele lat liczy sobie już pogoń za sformułowaniem Wielkich Teorii Unifikacji, które w jednolity sposób opisałyby trzy siły wzajemnego oddziaływania składników materii (elektromagnetyczne i jądrowe silne oraz słabe). Czy owe Wielkie Teorie w ogóle doczekają się kiedyś szczęśliwego finału? Jak dalece ujednolici to opis mikroświata? Prawie pewne wydaje się jednak, że ogólnej teorii względności, czwartego oddziaływania (grawitacji), nie da się pogodzić z teoriami kwantowymi.

Nie trzeba wszakże sięgać do sytuacji skrajnych i najnowszych aby napotkać słabe punkty nauki. W powszechnym odczuciu wszystko już wiadomo o promieniowaniu elektromagnetycznym (reprezentującym materię w formie promienistej), o powstawaniu i rozchodzeniu się światła i fal radiowych. Istnieją świetne, uznane i powszechnie stosowane teorie opisujące różne aspekty z tym związane. W istocie teorie te opisują zjawiska elektromagnetyczne fragmentarycznie, jednostronnie i oczywiście nie do końca. Mamy np. teorię spójności (koherencji), którą stosuje się do opisu własności samego promieniowania i jego źródeł, która w samym zalążku korzysta z zasadniczo nieodpowiedniego aparatu matematycznego, w wyniku czego otrzymane na jej podstawie widmo (spektrum) promieniowania w rzeczywistości nie jest widmem w zwykłym rozumieniu. Skądinąd wiemy, że promieniowanie elektromagnetyczne składa się z fotonów. Wiadomo też, że dwa różne fotony nie są ze sobą skorelowane, tzn. interferometr, w którym następuje kombinacja fotonów, nie powinien dawać interferencji. Skoro jednak się ją obserwuje, to należy wnioskować, że ten sam foton wpada do dwóch różnych teleskopów (w przypadku interferometru radiowego — teleskopów odległych nawet o kilka tysięcy kilometrów!).

Gdzie nauka nie może ...

Fundamentalnym niedostatkiem nauki jest prawie całkowita ignorancja ducha, wiedzy duchowej. Wynika to z paradygmatu pozwalającego akceptować tylko zjawiska powtarzalne i mierzalne zmysłami bądź przyrządami. Paradygmat ten czyni naukę wielce wiarogodną, przekonującą. Z drugiej strony pozbawia ją całej ogromnej dziedziny spraw duchowych. Weźmy na przykład tak trywialne zjawiska jak myśli czy uczucia. Nauka nie ma dokładnie nic o nich do powiedzenia. A przecież wszyscy wiedzą, że istnieją i mają ogromny wpływ na życie.

Parapsychologia przypisująca sobie cechy naukowości powszechnie nie jest akceptowana przez świat nauki, gdyż jej okresowe sukcesy po kilkunastu czy kilkudziesięciu latach nie dają się powtórzyć. Ale gwoli uczciwości: czy oficjalna nauka rzeczywiście spełnia wymogi wspomnianego paradygmatu? Oczywiście nie, ponieważ w przyrodzie wszystko się zmienia i to głównie dzięki skończonej dokładności (niedokładności) pomiarów mamy wrażenie pełnej powtarzalności. Z kilku powodów można stwierdzić, że nigdy nie będzie perfekcyjnych (idealnych) przyrządów!

Zapytajmy wprost, czy nauka jest w stanie dostarczyć nam odpowiedzi na żywotne pytania typu: czym jest życie, kim jesteśmy, skąd przyszliśmy, dokąd zmierzamy? Nie ulega wątpliwości że nie, gdyż po prostu jej zakres nie sięga tak daleko — jest ograniczony do dziedziny materii przejawionej (i równoważnej jej energii).

Dla Czytelników „" zagadkowe wydać się może to, że większość naukowców a priori (z założenia) odrzuca możliwość postrzegania przyszłości, istnienia telepatii, teleportacji, kreacji materii i dziesiątków innych zjawisk „paranormalnych" dobrze znanych w innych kręgach. Wobec powszechności wspomnianych zjawisk pojawia się pytanie: skąd u naukowców bierze się takie zaślepienie. Jak sądzę, jest to rodzaj autosugestii, głębokie przekonanie, wiara — wynikające z wieloletniego utwierdzania się.

Proszę sobie wyobrazić, że ortodoksyjny naukowiec spróbuje uwierzyć w jedno choćby z owych paranormalnych zjawisk. Natychmiast wali się całe jego pojmowanie świata i nauka pozostaje tylko jedną, wcale nie najważniejszą, stroną medalu. Przykładowo, jeśli zjawisko kreacji materii albo teleportacji okazuje się realne, to zaraz rodzi się wątpliwość w rzeczywistość całego świata przejawionego. Naturalnie, wielu ludzi zwyczajnie wie, że świat materialny jest tylko ułudą. W istocie, według nauk wedyjskich, jest on rzeczywisty i nierzeczywisty zarazem, jest stworzony, przejściowy. Jakże jednak druzgocące jest takie odkrycie dla ateisty, dla materialisty! Normalnie umysł jego po prostu nie zaakceptuje tej możliwości. Podejrzewam, że trzeba tu zaiste jakiegoś aktu łaski, aby normalny człowiek zdołał wyrwać się z tego obłędu wpojonej wiary w naukę.

Wiedza wedyjska nauce

Niechaj Czytelnik nie odniesie wrażenia, że potępiam naukę jako taką. Jestem od tego daleki, ale chcę tutaj uwypuklić jej ograniczenia, o których naukowcy często zapominają. Marzy mi się też przyszła nauka korzystająca również z wiedzy duchowej. Wygląda to na utopię; wydaje się jednak, że istnieją obszary wspólne nauce i wiedzy duchowej, filozofii wieczystej, wiedzy wedyjskiej. Wymienię tutaj kilka przykładów — głównie z wed — które mogą zainteresować, a może i zainspirować, naukowców.

Z ogólnych zagadnień warto pamiętać, że już przed tysiącleciami mędrcy, asceci i święci Wschodu nauczali, że nic nie dzieje się bez przyczyny, że Wszechświat jest cykliczny (być może chodzi tu o znaną kosmologom możliwość pulsującego Wszechświata), że zmiany odbywają się z zachowaniem całkowitej energii, że jest wielowymiarowy (wiele ze zjawisk mikroświata nie da się opisać bez wprowadzenia kilku wymiarów ponad trzy kartezjańskie), że czas nie jest wielkością fizyczną typu wymiaru (w innych światach ma inny charakter).

Nauka analizuje przyrodę rozkładając ją na cząstki elementarne, cząsteczki i różne ich stany skupienia. Duchowe podejście do opisu świata przejawionego jest zgoła odmienne. Według wed świat materialny zbudowany jest z pięciu elementów albo żywiołów posiadających kolejno pięć, cztery, itd. aż do jednej z pięciu cech albo charakterystyk odpowiadających pięciu zmysłom: woń, smak, kształt, dotyk i dźwięk. Jest więc ziemia mająca wszystkie cechy, woda (bez zapachu), ogień (bez zapachu i smaku), wiatr albo powietrze (tyko dotyk i głos) i eter, niebo albo akaśa (stan najsubtelniejszy, pierwotny, reprezentujący dźwięk; „na początku było Słowo" — symbolem stworzenia jest mantra OM). Kolejne żywioły są coraz płynniejsze i rozleglejsze, bardziej przenikliwe (ziemia jest nieruchoma, woda — płynna, ogień — ruch w górę, powietrze rozchodzi się na wsze strony, akaśa jest wszechobecna). To owe charakterystyki czynią rzeczy ciężkimi. Najsubtelniejszy stan materii-energii, budulec do wszelkich innych postaci materii, żywiołów, czeka jeszcze na odkrycie przez fizyków. Z niego to, z akaśy, powstają składniki materii (ciała grube oraz subtelne, takie jak myśli i uczucia) w wyniku oddziaływania nań prany albo siły życiowej, która — podobnie jak akaśa — jest wszechobecna.

Z historii awatara Ramy dowiadujemy się, że prawdopodobnie znacznie więcej niż 10 tysięcy lat temu Rawana posiadał samolot, napowietrzny rydwan „Puszpakę", w którym uprowadził brankę Sitę z subkontynentu Indii na Lankę (Cejlon). Niezmiernie ciekawą sprawą jest napęd owego samolotu. Mógł on latać dzięki mantrom! O tym, że nie musi to być czysta fantazja świadczą niektóre współczesne praktyki mantryczne, a nawet badania naukowe (w szczególności nad znaną mantrą Gajatri). O wiele bardziej fantastycznie brzmi jednak inny przekaz o tym, jak wielki mędrzec Wiśwamitra dzięki opanowaniu wiedzy zawartej w wedach stworzył alternatywny wszechświat, włącznie z całym panteonem bogów! Wszechświat ten wprawdzie nie przetrwał (ponieważ jego kreacja odbyła się wbrew woli Boga), ale sam fakt istnienia takiej możliwości dobitnie uzmysławia potęgę kryjącą się w naukach duchowych. Jeśli jest to prawda, to wcale nie wydaje się przesadzone stwierdzenie Sathya Sai Baby (współczesnego nam awatara), że obecna nauka ma się tak do wiedzy wedyjskiej jak światło robaczka świętojańskiego do blasku Słońca!

Mówi się, że Atharwa Weda, jedna z czterech wed, zawiera wiele tajemnic technologicznych i praw naukowych, które zostały bezpośrednio wykorzystane przez Zachód. W wedzie tej wspomina się m.in. o powietrznych pojazdach, o grawitacji i istnieniu atomów z ich własnościami wybuchowymi. A trzeba wspomnieć, że wedy są najstarszymi w ogóle przekazami wiedzy (nie chodzi tu o nie tak znów dawno spisane teksty określane mianen wed, bo wed w rzeczywistości nie da się zawrzeć w słowie pisanym, lecz o przekazy ustne — w sukcesji uczniów), z których wywodzą się wszystkie późniejsze pisma święte, szczególnie te hinduskie.

U podstaw nauk duchowych

Wszystko wskazuje zatem na to, że człowiek nie jest w stanie pojąć rozumem, logiką, wiedzą świecką już tylko samej materialnej strony Stworzenia. Aby więc nie popełniać tragicznej pomyłki — skazującej być może całe życie jednostki na marne — trzeba zawierzyć Mistrzom, Nauczycielom, Mędrcom, którzy doświadczyli Rzeczywistości. Od nich to dowiadujemy się, że Bóg stworzył wszystko dla sportu, rozrywki, że świat przejawiony można traktować jako myśl albo sen Boga. Stworzył świat na podobieństwo teatru, na którego scenie całe stworzenie odgrywa swoje role zgodnie z przez Niego zadanymi regułami.

Oto w telegraficznym skrócie sedno nauk wedyjskich: Prawdziwy, niezmienny jest tylko Bóg, którym w istocie — ale nie wiedząc o tym — jest sam człowiek. Boga w człowieku należy identyfikować z Ja, Jaźnią, Duszą, Atmą — tym, co pozostaje po odrzuceniu wszystkiego czym nie jesteśmy (nie jesteśmy ani ciałem, ani umysłem). Sam Bóg, stworzyciel wszystkiego, nie ma żadnych cech czy charakterystyk typowych dla żywiołów. Jest więc subtelniejszy od najsubtelniejszego, jest przenikliwszy od akaśy, jest immanentny (wrodzony) we wszystkim. Mówi się o Bogu, że jest bezforemny, co ma oznaczać, że ma On nieskończenie wiele form i każdą może przejawiać.

Motorem napędowym wszystkich zmian w świecie jest Miłość, która ma wiele obliczy i znamy ją w życiu codziennym pod takimi postaciami jak miłość czy fizyczne siły przyrody. Człowiek w stworzeniu zajmuje najwyższą pozycję, a jest ona skutkiem zasług (karmy) wypracowanych we wcześniejszych stadiach ewolucji. Różni go od zwierząt zdolność odróżniania dobra od zła i dociekania ostatecznej Prawdy. Celem wszystkiego stworzenia jest powrót do Źródła, ponowne zjednoczenie się z Bogiem. Tylko istoty urodzone na Ziemi jako ludzie mają możliwość dotarcia do Źródła i jest to szansa zasłużona. Niewykorzystanie jej powoduje zwykle kolejne narodziny. Główną przeszkodą w osiągnięciu celu jest przywiązanie do rzeczy tego świata wynikające z ignorancji, traktowania rzeczywistego-nierzeczywistego (świata przejawionego, przyjemności i uciech doczesnych) jako prawdziwe (maja).

To maja sprawia, że dla każdej jednostki, dźiwi, osoby wszechświat jest ni mniej ni więcej tylko wytworem jej własnego umysłu. Stwierdzenie to może wydać się skrajnie przewrotne: nie do przyjęcia jest aby istnienie tego potwornego przestworu wszechświata zależało od tego, czy go postrzegamy czy nie. W rzeczy samej sam wszechświat jest czymś wyjątkowym i nie znika, ale jawi się każdemu zgodnie z jego punktem widzenia. Mówi się że Jednego Brahmana postrzegamy jako rozmaitość Kosmosu analogicznie jak o zmroku zamiast liny dostrzegamy węża na drodze.

Wszystkie religie i każda z osobna są dobre w swoich podstawowych założeniach (chociaż z czasem praktyki niekiedy zostały mocno wypaczone). Jedną z wielu dróg (podobno w naszych czasach najłatwiejszą) osiągnięcia celu jest szczere oddanie, miłość do Boga wielbionego w całkiem dowolnej postaci (nawet bezpostaciowego, jak np. Allah), w tym także (albo przede wszystkim) Boga zamieszkującego w naszych sercach. Wiedzieć też warto, że religia ze swoimi obrządkami jest tylko etapem w duchowym rozwoju człowieka i że później staje się balastem. Podstawowym celem każdego, wszakże, jest samorealizacja, powrót do Źródła. Każdy człowiek jest na innym etapie w drodze do tego celu i wszyscy skazani są na ostateczne jego osiągnięcie. Bóg, oprócz twardych reguł gry, oferuje także Łaskę, jednak zależy ona całkowicie od Jego „widzimisię".

Awatar wszechczasów

Aby pomóc ludziom w osiągnięciu wspomnianego celu, w każdym wieku pojawiają się mędrcy i ludzie oświeceni. W skrajnych przypadkach, kiedy zło zatacza zbyt szerokie kręgi, sam Bóg przychodzi w ludzkiej postaci, by zaprowadzić porządek. Jest to awatar i różni się on od innych wysoko rozwiniętych ludzi tym, że nie wypracowuje w ogóle swoich mocy duchowych, ale rodzi się z nimi. Ponadto ma on trzy cechy, których nikt inny nie posiada: wszechmoc, wszechobecność i wszechwiedza.

Ostatnie trzy boskie inkarnacje znane są jako wspomniany już Rama, oraz Sai Baba i Kriszna (ok. 5 000 lat temu). Ani Budda, ani Jezus nie byli takimi awatarami. Bóg w ludzkiej postaci ma jednak pewne ograniczenia, które sam sobie narzucił i nie pozwala sobie na ich przekraczanie. Rama i Kriszna przybyli, by zniszczyć określone niegodziwe jednostki, natomiast Sai Baba zamierza przywrócić ścieżkę prawości bezkrwawo, gdyż obecnie zło panoszy się powszechnie i należałoby wytępić zbyt wiele jednostek (być może wszystkie!). Jest już sporo oznak, że ten awatar znacznie przewyższy poprzednich pod wielu względami. Drogi awatarów są jednak nieprzewidywalne.

Ponieważ środkowa z potrójnej inkarnacji obecnego awatara żyje już od 1926 r., wiemy o niej bardzo dużo. Można zatem sprawdzić „na żywo" czy posiada owe charakterystyczne cechy awatarów. Świadectw jest aż zanadto. Wszechwiedzę demonstruje on w swoich dyskursach, publikacjach i w czasie rozmów. Ludzie ze wszystkich rejonów świata i środowisk odbywający indywidualne z nim rozmowy niezmiennie stwierdzają, że zna ich na wylot łącznie z wszelkimi szczegółami z całego ich życia, nawet tymi najintymniejszymi — tak, jakby był obecny zawsze i wszędzie. Bywają przypadki, że ludzie znają swoje poprzednie wcielenia, o których on także wie (sam stwierdza, że zna wszystkie byłe i przyszłe wcielenia każdego). Wszechobecność wyraża się też pojawianiem się jednocześnie w wielu miejscach we własnym bądź przybranym ciele albo w widzeniach i snach. Przejawy wszechmocy to: kreacja materii i użytecznych przedmiotów, uzdrawianie, ożywianie zmarłych, wstrzymywanie burz, tłumienie pożarów i tysiące innych tzw. cudów. Przy tym wszystkim jest to postać bardzo pewna siebie acz skromna i nie lubiąca fanfar, a w stosunku do ludzi i zwierząt — ucieleśnienie miłości. Stosunkowo duży odsetek wielbicieli Sai Baby to ludzie wykształceni: naukowcy, lekarze, przemysłowcy a także przywódcy duchowi.

Jak Sai Baba wyraża się o nauce? Traktuje ją jako coś naturalnego i potrzebnego na równi z naukami duchowymi. Krytycznie ocenia on jednak zarozumiałość naukowców. Ci, którzy przyszli do niego ze szczerymi zamiarami zbadania jego nadzwyczajnych mocy, zostali sowicie nagrodzeni. Nie wątpię, że niewielu naukowców poważnie potraktuje stwierdzenie Baby z 1979 r., że tak precyzyjnie znana w świecie nauki stała prędkości światła jest zaniżona aż o ok. 1 %, czyli wiele rzędów ponad dokładność wyznaczenia tej wielkości. Czy jednak nie warto się temu przyjrzeć?

Niespełna rok temu w piśmie aśramu Prasanthi Nilayam „Sanathana Sarathi" napisano, że podstawowa forma całego stworzenia ma kształt sferyczny i sferoidy te poruszają się po orbitach eliptycznych. Nie kłóci się to z naszą widzą. Powiedziano jednak też, że najmniejszy niepodzielny sferoid rozmiarami ma się tak do protonu, jak proton ma się do Ziemi i jak Ziemia ma się do tzw. Brahma Loki — niebiańskiej „planety" obejmującej cały wszechświat. Dzisiejsza nauka wie, że obserwowany wszechświat jest o około 19 rzędów wielkości (1019, czyli jedynka z 19 zerami) większy od Ziemi, a Ziemia o 21 rzędów większa od protonu. Jakże nieosiągalnie daleka zdaje się droga fizyków do tej najmniejszej cząstki!

Wobec obecnego światowego kryzysu moralnego i spowodowanej nim obecności awatara, nasuwa się nieuniknienie wniosek, że żyjemy w czasach nadzwyczaj interesujących, o których ludzkość będzie zapewne wspominać przez wiele następnych tysiącleci. Kiedy świat nauki i techniki, obecnie jeszcze upojony duchem władzy nad materią, zacznie uświadamiać sobie potęgę Ducha, będzie to zapewne początkiem największej rewolucji w historii ludzkości. Symptomem tego co nas jeszcze czeka mogą być wyniki badań regresji hipnotycznych w okres przedurodzeniowy wskazujące, że duży odsetek (około 70 %) osób narodzonych w drugiej połowie naszego wieku, dziejowymi przemianami uzasadnia wybór czasu swoich narodzin. Sai Baba powiedział kiedyś, że o wiele ważniejsze niż chodzenie człowieka po Księżycu jest to, że Bóg chodzi dziś po Ziemi. Podobno dzisiaj nam ludziom nawet bogowie zazdroszczą przywileju współżycia z awatarem. Ale czy my to doceniamy ...?

Można powiedzieć, że cóż z tego że On jest tu z nami, skoro nie widać tego w świecie na co dzień. Nie można jednak wykluczyć możliwości, że już obecnie byłoby znacznie gorzej, gdyby nie Jego wpływ. Ale, naturalnie, tego nie da się sprawdzić. Wszyscy prawie wiemy o tragicznych proroctwach na koniec naszego stulecia, które powoli powinny już się materializować. Być może były one prawdziwe, ale nie uwzględniały obecności Bhagawana Sai i osobiście jestem przekonany, że się w ogóle nie sprawdzą. Przed około 25 latami Swami powiedział, że jego wpływ na skalę światową zacznie być dostrzegalny już w latach 80-tych, a do ok. 2020 r. całkowicie zakończy swoją misję. Na krótko przed „polską" rewolucją z 1989 r. Baba zapewnił Niemców, że pracuje nad rozwiązaniem problemu NRD, gdzie jego wielbiciele musieli działać nielegalnie. W ostanim numerze World Goodwill Newsletter (No 3/1994), a jest to kwartalnik nie mający nic (poza dobrą wolą) wspólnego z Sai Babą, napisano znamienne i budujące słowa: „Cudem obecnych czasów jest to, że po raz pierwszy, i na skalę światową, zaczynamy rozpoznawać te wartości i sposoby działań, które niszczą życie. Nawet w najmniejszej społeczności znajdują się tacy, którzy odrzucają materialistyczne i samolubne cele, wybierając w to miejsce współpracę w praktycznych inicjatywach, która wyraża ich szczere zainteresowanie powodzeniem innych, jak również ich poczucie jedności i współzależności życia."

Podstawowa różnica pomiędzy nauką i duchowością jest następująca: Nauka odnosi się do badania zewnętrznego wszechświata zjawiskowego. Duchowość zajmuje się wykorzystywaniem wewnętrznego funkcjonowania Boskości. Naukowiec to ten, który posiada widzenie zewnętrzne. Ktoś, kto ma widzenie wewnętrzne jest świętym.

Oto przykład różnicy pomiędzy prawdą naukową a prawdą duchową. (W tym miejscu Bhagawan Baba narysował okrąg i powiedział:) To, co kończy się tam, gdzie się zaczęło, określane jest jako purnam (pełnia albo całość). Purnam adah purnam idam, purnath purnam udaćjathe. Purnam adaja purnamewa awasiszjathe (Tamto jest pełnią, to jest pełnią, pełnia pochodzi z pełni. Gdy pełne zabrać z pełni, pełnia pozostaje pełna). Pełny okrąg reprezentuje duchowość, gdyż w nim początek i koniec są tym samym. Duchowość nie zna rozróżnienia między początkiem i końcem. Termin adhjatma znaczy ,,to, co nie ma ani początku, ani końca".

Aby zrozumieć czym jest nauka, przetnij okrąg na dwie połowy. Lewa połowa jest półokręgiem przypominającym literę ,,C". Tutaj ,,C" jest nauką, która zaczyna się w jednym punkcie i kończy w innym. Między tymi dwoma punktami jest olbrzymia luka, która zwie się agamjagoćaram (niedostępny obszar). Jest ona nieosiągalna, niedostrzegalna i niepojmowalna.

  Sathya Sai Baba
„Gems of Wisdom", 255–256


File translated from TEX by TTH, version 3.12 on 12 Aug 2002.